Istnieją różne granice - i z reguły sprawują bardzo pożyteczne funkcje.
Przede wszystkim należy tutaj wymienić funkcję informacyjną - zbliżając się do granicy wiemy, że dochodzimy do kresu czegoś, po czym albo nie ma nic, albo znajduje się coś zupełnie innego. Coś działającego na odmiennych zasadach.
Granica lądu, granica państwa, granica wolności, granica tolerancji, granica praw, granica wytrzymałości...
Nie zawsze są jasno wytyczone, czasem bywają umowne i intuicyjne. Zdajemy sobie jednak sprawę, że z ich przekroczenia wynikają jakieś skutki, a czasem także i przykre konsekwencje. Nie inaczej jest z granicą wytrzymałości. Często bywa ona przekraczana w domach alkoholowych. Chaos, nieprzewidywalność i skrajnie ryzykowne sytuacje wymuszają stałą czujność oraz gotowość do walki/obrony, szczególnie u dzieci, które są skazane na trwanie w takim domu i nie mogą po prostu wyjść.
Aby móc przetrwać, dziecko zmuszone jest obserwować - nawet z pozoru niegroźny konflikt może rozpętać prawdziwą burzę i zagrozić bezpieczeństwu jego bądź innych domowników. Trzeba więc być gotowym do reakcji i efektywnym - wiedzieć, kiedy zejść z drogi pijanemu rodzicowi, a kiedy działać aktywnie. Wychwytywać subtelne sygnały. Nie ustawać w obserwacji - nigdy przecież nie wiadomo, czy pół godziny po przeminięciu zagrożenia sytuacja się nie powtórzy. Przetrwanie i funkcjonowanie w domu alkoholowym to prawdziwy kunszt, sztuka balansowania na kruchej krze.
Zagrożenie jest stałe - nie ustaje nawet w krótkich okresach abstynencji rodziców, bo napięcie wynikające z choroby alkoholowej rozciąga się i na okresy leczenia kaca, i "przygotowywania się" do kolejnego cugu. Rodzina funkcjonuje pośród niedomówień, przemilczeń, skrywanych pretensji i nierealistycznych oczekiwań. O chorobie alkoholowej nie mówi się, nie szuka się rozwiązań (poza okresami leczenia kaca, kiedy składa się obietnice), neguje się istnienie jej i wynikających z niej problemów.
W takim środowisku należy więc zachować stałą czujność, a co za tym idzie - nie ma czasu potrzebnego na odreagowania negatywnych emocji, a trauma nawarstwia się, staje się złożona i zakorzenia w osobowości człowieka. Szczególnie tego, który dopiero kształtuje siebie.
Co więc zrobić z lękiem? Jak rozprawić się ze złością i gniewem, jeśli nawet nazwanie ich przyczyn jest zabronione? Należy przede wszystkim przetrwać, a więc nie zagrażać istnieniu rodziny. Jeśli alkoholicy święcie wierzą, że zajęcie się wprost chorobą alkoholową może zniszczyć ich rodzinę, dziecko natomiast wie, że bez rodziców nie przetrwa... Dróg wyjścia nie pozostaje zbyt wiele. Dziecko powinno być zawsze chłodne, opanowane i gotowe.
Bywa, że zachowanie zimnej krwi to zbyt wiele i dla dorosłego. Dziecko jednak nie ma żadnego wyboru. To jest dosłowna walka o przetrwanie, bez górnolotnych metafor. Idealnym rozwiązaniem wydaje się więc odepchnięcie swojego strachu, lęku, gniewu, złości, odrazy, niezgody, niecierpliwości... Zamarcie. Zamrożenie swoich uczuć i trwanie. Czuwanie bez przeszkadzających stanów umysłu, utrudniających adekwatną, dorosłą reakcję.
Dziecko nie jest jednak wtajemniczonym mnichem świątyni Shaolin, a wyparcie emocji to nie ich akceptacja na drodze medytacji. Te uczucia tkwią w człowieku, powodując nieokreślony dyskomfort, stanowiąc źródło niezrozumiałego cierpienia - czasem przez dziesięciolecia. Tak długo, dopóki nie pozwoli się im wyjść na światło dzienne i wybrzmieć. Tymczasem jednak dziecko uczy się, że zamrożenie daje dobre efekty, nie jest jednak świadome, jak bardzo upośledza to całą sferę jego emocjonalności.
To w tym momencie jego najmniejszy problem.
piątek, 6 stycznia 2023
Kiedy lodówka to za mało
Wielkie nieba!
Miałam dziś sen - był jak kolejny odcinek serialu. Z matczynym niepokojem oglądałam w nim znękaną twarz swojej matki.
Dopiero ostatnio zaczynam w pełni rozumieć, jakim przekleństwem jest parentyfikacja. Bycie rodzicem dla swojego rodzica, odpowiedzialność za niego i skupienie na jego dobrostanie odciska ogromne piętno na młodym człowieku, który przede wszystkim sam potrzebuje takiego wsparcia. Jeśli go nie otrzyma, nie rozwinie umiejętności dawania takiej opieki innym - bez szkody dla samego siebie.
Dziecko, aby przetrwać, potrzebuje rodziców. Gdy życie rodziców w widoczny sposób jest zagrożone (czy to przez ryzykowne zachowania pod wpływem alkoholu, czy przez cierpienie podczas wychodzenia z ciężkiego kaca), dziecko odczuwa lęk o rodzica nie tylko z powodu miłości do niego, ale też instynktownie czuje, że i jego własne życie jest zagrożone. Pierwotne przekonanie, że dziecko zginie, gdy nie przetrwają rodzice, ma przeogromną moc. Spirala współuzależnienia nakręca się, bazując na naturalnych odruchach.
Miłość rodzicielska z reguły jest ogromnym imperatywem - nie ma wątpliwości, że dobro dziecka jest dla rodziców najważniejsze, często ważniejsze niż własne życie. Co jednak, gdy niedojrzali emocjonalnie rodzice takiego uczucia wymagają od dziecka? Ono we wczesnym okresie życia nie podważa zachowania swoich rodziców, a stawiane przed nim zadania traktuje jako oczywiste i wynikające ze struktury świata. Nie mogąc im sprostać, czyni karkołomne wysiłki. Czego by jednak nie zrobiło - jego rodzice nie będą usatysfakcjonowani. Nie będą - to wynika z ich uzależnienia, z nawykowego obarczania innych winą za tragiczną sytuację i całego muru zaprzeczeń, który konsekwentnie budowali, fałszując obraz rzeczywistości.
Ludzie, którzy wyrastali w domu alkoholowym, mając za wzór uzależnionych rodziców, wyrastają na dorosłych, którzy nigdy nie byli dziećmi, od małego próbując mierzyć się z dorosłymi wyzwaniami. Nie są też dojrzali - nie mieli przestrzeni, aby się nimi stać, nauczyć się dbać o własne potrzeby w dorosły sposób.
Nie, tacy ludzie nie są ani dorosłymi, ani dziećmi. Zawieszeni w czasie i przestrzeni szukają własnej drogi, z zazdrością spoglądając na innych i usiłując podpatrzyć ich kroki.
czwartek, 5 stycznia 2023
Współczucie
Pomaganie wiąże się jednak z wieloma nieprzyjemnościami. Pomagając, często ryzykujemy i wcale nie zyskujemy poklasku oraz natychmiastowej aprobaty otoczenia. Reagując na krzywdę innych musimy czasem "wepchnąć nos w nie swoje sprawy". Aby pomóc ofiarom, należy otwarcie potępić sprawców - do tego potrzeba pewnej hardości.
Co zrobić, widząc na ulicy zastraszonego psa, kulącego się pod mocnymi razami rozgniewanego właściciela? Czy wystarczy zwrócić uwagę, aby poprawić los psa i zmienić postępowanie tego człowieka? Czy jednorazowa interwencja policji coś zmieni? Odpowiedź jest jasna.
Możemy oczywiście założyć, że każdorazowo będziemy reagować i że inni postąpią tak samo, aż wreszcie tama pęknie i pies zostanie odebrany właścicielowi, a tenże poniesie karę. Często okazuje się to jednak pobożnym życzeniem, a rzeczywistość wygląda inaczej. Nasza interwencja podsyca tylko wściekłość właściciela, która może odbić się na zwierzęciu.
Jeszcze trudniej rysuje się sytuacja dzieci w rodzinach alkoholowych. Przede wszystkim, choć jest to paradoksalne, otoczenie bardzo często skupia się na sytuacji dorosłych - to ich cierpienie jako pierwsze rzuca się w oczy. Widzimy ból współuzależnionej żony, przejętej alkoholizmem męża, nie dzieci. Dostrzegamy fizyczne skutki kaca po dwutygodniowym ciągu, słuchamy opowieści o tym, jak bardzo alkoholik nie chce tego robić i co przeżywa. Te obrazy są zwykle poruszające i bardzo tragiczne, ukrywają jednak jeszcze bardziej dotkliwe doświadczenia - te należące do dzieci.
Dzieci uczestniczą w scenariuszu wykreowanym przez dorosłych i zwykle nie mają wyboru - muszą odgrywać przeznaczoną im rolę. Nie potrafią mówić o swoich doświadczeniach; miast tego przystosowane są do współodczuwania z dramatycznym położeniem dorosłych, żałują więc ich i to ich krzywdę opłakują, nie dostrzegając, że osobista trauma w ich wnętrzu rośnie i zapuszcza korzenie. Często mija wiele czasu, zanim docierają do tego, że to dziecięce doświadczenia generują różnego rodzaju trudności w ich dorosłym życiu. Dorosłym takie odkrycia są nie na rękę - oni widzą w dzieciach partnerów, winnych im wsparcie.
Pozostali dorośli (dalsza rodzina, sąsiedzi, nauczyciele, znajomi) wspierają tę mistyfikację, skupiając się na sytuacji uwikłanych w nałóg "rodziców" i zręcznie nie dostrzegając dziecięcych krzywd. Jeśli już coś widzą, nie reagują, licząc, że sytuacja sama się "ułoży". Bywa nawet, że pociągają dziecko do jeszcze większej odpowiedzialności. Kasiu, musisz coś zrobić z tym swoim ojcem! To się źle skończy! - rzuca mimochodem spotkana na korytarzu sąsiadka, po czym odchodzi, zadowolona, że spełniła swój moralny obowiązek.
środa, 4 stycznia 2023
Niedozwolona krzywda
Co jednak, jeśli lustro, w którym od dziecka się przeglądaliśmy, było zniekształcone i kiepskiej jakości? Co, jeśli naznaczone było pęknięciami i ukazywało obraz już nawet nie krzepiący i realny, ale niepokojący, a nawet szalony, jak na obrazach Hieronima Boscha?
Co, jeśli mały człowiek, który próbuje zrozumieć otaczający go świat, na co dzień obserwuje swoich rodziców pijanych do nieprzytomności lub w psychotycznym szale? Co, gdy wychowuje się w tzw. "pełnej rodzinie", lecz zamiast odgłosów towarzyszących krzątaninie mamy w kuchni wstrzymuje oddech, nasłuchując brzdęku niezliczonej ilości aluminiowych puszek, które, poustawiane pod stołem, rozsypują się nagle jak klocki domino? Co, gdy trwa w zamrożeniu, bo każdy jego ruch może obudzić pijanych dorosłych, śpiących w drugim kącie pokoju? Co, gdy najsilniejszą zasadą wpajaną mu przez rodziców jest chronienie wspólnej tajemnicy? Co, gdy to opiekunowie jawią mu się jako ofiary tragicznego losu, a "cała reszta świata" to wrogowie, przed którymi trzeba trzymać wspólny front?
Co wtedy?
Jak zrozumieć rzeczywistość, gdy to najbliższe otoczenie na czarne mówi białe, a na białe czarne? Jak zrozumieć innych ludzi, kiedy nie ma się okazji, aby zrozumieć siebie? Jak oceniać siebie realnie?
Jak właściwie żyć, jak stawiać właściwy krok za krokiem?
My, ludzie, mamy tę paskudną właściwość, że oceniamy. Gdy czegoś nie rozumiemy, łatwiej nam to zanegować lub pominąć. Widząc żołnierza wracającego z wojny, na ogół doskonale rozumiemy, że przeżył koszmar i ma nerwy w strzępach. W podobnej sytuacji jest kobieta, bita przez swojego agresywnego męża. Kiedy jednak krzywda nie jest tak oczywista i pozostaje w sferze przeszłości, bywa, że trudno nam dostrzec problem. Tak właśnie często jest w przypadku dorosłych dzieci alkoholików.
Było, minęło.
Trzeba żyć dalej!
Każdy miał ciężko!
Ważne, że miałeś rodziców obok siebie, w domu dziecka to dopiero by było!
Nie można wciąż wracać do przeszłości.
Trzeba zapomnieć.
Ale o co właściwie chodzi?
Twoi rodzice dali ci, ile mogli.
Rodziców ma się jednych, trzeba ich kochać, jesteś już dorosły.
Społeczeństwo nadal kompletnie nie rozumie złożonej (takiej, która trwała przez lata) traumy wczesnodziecięcej i jej konsekwencji dla dorosłego życia człowieka. Nie dostrzega, że mechanizmy funkcjonowania w domu alkoholowym wymuszają na dziecku wykształcenie przede wszystkim jednej umiejętności - przetrwania. Choć jest ona niezbędna, aby przetrwać koszmar domu alkoholowego, rzutuje na wszystkie inne dziedziny życia. Dobry obserwator może wychwycić subtelne sygnały świadczące o problemie alkoholowym w domu, które wysyła już bardzo małe dziecko w wieku przedszkolnym. Z reguły jednak problem ten nie jest zauważany, a taki człowiek może przejść przez wszystkie stopnie edukacji bez żadnej pomocy.
Niewątpliwie przetrwanie w domu alkoholowym jest sukcesem. Osiągnięcie tego sukcesu niszczy i wypacza jednak wiele zasobów człowieka.
Mimo wszystko wdzięczność rodzicom pozostaje najbardziej aktualnym, wyświechtanym sloganem; to wzór, który można przyłożyć do każdej relacji. Sąsiadom, krewnym, nauczycielom zawsze będzie jawiło się jasno, że przecież i tu pasuje.
Kiedy lodówka to za mało
Istnieją różne granice - i z reguły sprawują bardzo pożyteczne funkcje. Przede wszystkim należy tutaj wymienić funkcję informacy...
-
Miałam dziś sen - był jak kolejny odcinek serialu. Z matczynym niepokojem oglądałam w nim znękaną twarz swojej matki. Dopier...
-
Żyjemy w świecie, w którym opinia innych warunkuje nasz obraz siebie - w stopniu bardziej lub mniej istotnym. Potrzebujemy punktów odni...
-
Istnieją różne granice - i z reguły sprawują bardzo pożyteczne funkcje. Przede wszystkim należy tutaj wymienić funkcję informacy...