piątek, 6 stycznia 2023

Kiedy lodówka to za mało

      Istnieją różne granice - i z reguły sprawują bardzo pożyteczne funkcje. 

     Przede wszystkim należy tutaj wymienić funkcję informacyjną - zbliżając się do granicy wiemy, że dochodzimy do kresu czegoś, po czym albo nie ma nic, albo znajduje się coś zupełnie innego. Coś działającego na odmiennych zasadach. 

     Granica lądu, granica państwa, granica wolności, granica tolerancji, granica praw, granica wytrzymałości...

     Nie zawsze są jasno wytyczone, czasem bywają umowne i intuicyjne. Zdajemy sobie jednak sprawę, że z ich przekroczenia wynikają jakieś skutki, a czasem także i przykre konsekwencje. Nie inaczej jest z granicą wytrzymałości. Często bywa ona przekraczana w domach alkoholowych. Chaos, nieprzewidywalność i skrajnie ryzykowne sytuacje wymuszają stałą czujność oraz gotowość do walki/obrony, szczególnie u dzieci, które są skazane na trwanie w takim domu i nie mogą po prostu wyjść. 

     Aby móc przetrwać, dziecko zmuszone jest obserwować - nawet z pozoru niegroźny konflikt może rozpętać prawdziwą burzę i zagrozić bezpieczeństwu jego bądź innych domowników. Trzeba więc być gotowym do reakcji i efektywnym - wiedzieć, kiedy zejść z drogi pijanemu rodzicowi, a kiedy działać aktywnie. Wychwytywać subtelne sygnały. Nie ustawać w obserwacji - nigdy przecież nie wiadomo, czy pół godziny po przeminięciu zagrożenia sytuacja się nie powtórzy. Przetrwanie i funkcjonowanie w domu alkoholowym to prawdziwy kunszt, sztuka balansowania na kruchej krze

     Zagrożenie jest stałe - nie ustaje nawet w krótkich okresach abstynencji rodziców, bo napięcie wynikające z choroby alkoholowej rozciąga się i na okresy leczenia kaca, i "przygotowywania się" do kolejnego cugu. Rodzina funkcjonuje pośród niedomówień, przemilczeń, skrywanych pretensji i nierealistycznych oczekiwań. O chorobie alkoholowej nie mówi się, nie szuka się rozwiązań (poza okresami leczenia kaca, kiedy składa się obietnice), neguje się istnienie jej i wynikających z niej problemów. 

     W takim środowisku należy więc zachować stałą czujność, a co za tym idzie - nie ma czasu potrzebnego na odreagowania negatywnych emocji, a trauma nawarstwia się, staje się złożona i zakorzenia w osobowości człowieka. Szczególnie tego, który dopiero kształtuje siebie. 

     Co więc zrobić z lękiem? Jak rozprawić się ze złością i gniewem, jeśli nawet nazwanie ich przyczyn jest zabronione? Należy przede wszystkim przetrwać, a więc nie zagrażać istnieniu rodziny. Jeśli alkoholicy święcie wierzą, że zajęcie się wprost chorobą alkoholową może zniszczyć ich rodzinę, dziecko natomiast wie, że bez rodziców nie przetrwa... Dróg wyjścia nie pozostaje zbyt wiele. Dziecko powinno być zawsze chłodne, opanowane i gotowe. 

   
 Bywa, że zachowanie zimnej krwi to zbyt wiele i dla dorosłego. Dziecko jednak nie ma żadnego wyboru. To jest dosłowna walka o przetrwanie, bez górnolotnych metafor. Idealnym rozwiązaniem wydaje się więc odepchnięcie swojego strachu, lęku, gniewu, złości, odrazy, niezgody, niecierpliwości... Zamarcie. Zamrożenie swoich uczuć i trwanie. Czuwanie bez przeszkadzających stanów umysłu, utrudniających adekwatną, dorosłą reakcję.

     Dziecko nie jest jednak wtajemniczonym mnichem świątyni Shaolin, a wyparcie emocji to nie ich akceptacja na drodze medytacji. Te uczucia tkwią w człowieku, powodując nieokreślony dyskomfort, stanowiąc źródło niezrozumiałego cierpienia - czasem przez dziesięciolecia. Tak długo, dopóki nie pozwoli się im wyjść na światło dzienne i wybrzmieć. Tymczasem jednak dziecko uczy się, że zamrożenie daje dobre efekty, nie jest jednak świadome, jak bardzo upośledza to całą sferę jego emocjonalności. 

     To w tym momencie jego najmniejszy problem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kiedy lodówka to za mało

      Istnieją różne granice - i z reguły sprawują bardzo pożyteczne funkcje.       Przede wszystkim należy tutaj wymienić funkcję informacy...